Tagi

, , , , , , ,

Marzyłam o tej wyprawie od trzech lat, ale dopiero teraz był dobry czas, aby się spełniło…to chyba przez mój upór. Namiot rozbity przy potoku, który nocą szemrał tak głośno, że bałam się zasnąć. Sowy także dawały o sobie znać, nie wspominając o jaszczurkach, które łechtały w stopy  :0 Zestaw na węże był w zasięgu ręki, ale to dzikie pszczoły okazały się bardziej inwazyjne ( takie tam przygody z dreszczykiem ). Aby zobaczyć pierwszy wodospad musimy przejść ponad 20 km w pełnym słońcu. Trasa wydaje się dość prosta, ale zapasy wody i ciężkie plecaki szybko dają o sobie znać. Można część sprzętu nadać konno, ale widząc konie niektórych indiańskich przewoźników serce pęka. Więc, jeśli tylko jesteście zdrowi warto się samemu pomęczyć i oszczędzić kilka szkapek. O wiosce Supai innym razem; napiszę tylko, że pryska mit o walecznych Wojownikach i pięknych Pocahontas. Została tylko duma, ale może nie ma się co dziwić. Wiodok pierwszego wodospadu jest wspaniały, ale dopiero Money Falls, a potem Beaver Falls przyprawia o zawrót głowy tak potężny, że można poczuć się jak w niebie. Gdy już pokonamy strach i kilka drobnych😉 przeszkód,czyli ciemną jaskinię, trasę z łańcuchami i drabinami, które jakimś cudem trzymają się śliskich od bryzy skał, znajdziemy się w Raju.